Maciej Fludziński – tatuażysta z Sopotu opowiada o sobie i tajnikach swojej pracy.

Ma prawie dwa metry wzrostu i ponad 100 kg wagi. Gdy ze swoim psem idzie na spacer, ludzie się za nimi oglądają. – Wyglądamy jak Obeliks z Idefiksem – śmieje się. Kocha żużel i muzykę. Codziennie gra na pianinie. Ten, kto go nie zna, nie pomyślałby, że jego zawód to… tatuażysta!

W jednym z sopockich domów znajduje się nieduże studio tatuażu artystycznego o tajemniczej nazwie “Seagull”. Drzwi otwiera mi mężczyzna, który pomimo swojej postury od razu wzbudza sympatię. To Maciej Fludziński, jeden z najlepszych tatuażystów w Polsce. -Chcesz coś do picia, wody, Sprite’a?- pyta. – Kawy i herbaty nie robię, bo przychodziło ful kumpli i musiałem potem zmywać. Maciek ma ogromne poczucie humoru. Gdy pracuje, w tle cicho gra radio. Tatuując kontury nie rozmawia, za to potem, nawija jak katarynka. Jego nawykiem jest żucie gumy. -Jestem gumocholikiem – śmieje się.

Pomyślałem: “Ranię człowieka, jestem sadystą, torturuję go”

Przygoda Maćka z tatuażem zaczęła się 10 lat temu. Po drodze do pracy mijał studio tatuażu. Któregoś dnia, z ciekawości wszedł do środka. – Zostałem oczarowany rysunkami i tym specyficznym klimatem – mówi. – Po roku otworzyłem z kolegą studio. Znajomi mi odradzali. Mówili, że mam dobrą pracę, że do studia będą przychodzić kryminaliści. W tamtych czasach tatuaż kojarzył się z czymś marginalnym, zakazanym – dodaje.
Dzisiaj często nawet nie wiemy, że ktoś z naszego otoczenia go ma. – Byli u mnie m.in: sędzia, prokurator, lekarz. Nieraz przychodzą policjanci – mówi.
Pierwszy tatuaż zrobił listonoszowi. Była to sowa. Praca trwała 12 godzin! Teraz zajęłaby 1,5 godziny. – To był ogromny stres. Skóra tego człowieka spuchła, skrwawiła się. Pomyślałem: “Boże, ranię człowieka, jestem sadystą, torturuję go”. Jednak było to tylko chwilowe zwątpienie – wspomina.
Podstawowa reguła Maćka jeśli chodzi o tatuaże to ciągła nauka. Nie uważa, że osiągnął sukces. – Po prostu cieszę się życiem i tym, że robię to, co lubię. To jest moje osiagnięcie. Jestem pogodnym człowiekiem i nie czuję się artystą – podkreśla.

(Nie) Spełnione marzenia

Był akwizytorem, gońcem, sprzedawcą. Miał zostać żużlowcem, jednak choroba pokrzyżowała mu szyki. -Miałem 20 lat i świat mi się zawalił. By nie zwariować zacząłem grać na pianinie – opowiada. Gra do dziś, codziennie po kilka godzin. -Metalica, Abba, muzyka poważna i melodie, które chwytają za serce. Mam duszę romantyka. Jestem typowym obserwatorem. Gdy idę po wydmach i patrzę jak się układa piasek, w głowie układa mi się rysunek. Patrzę jak wisi ręcznik, jak się zawija, jak rzuca cień i już mam pomysł. Stąd czerpię inspiracje do mojej pracy.
Jednocześnie Maciej szaleje na motocyklu, jeździ rowerem, podróżuje po świecie. Ma mnóstwo zainteresowań. Spełnia marzenia. -Kocham latać, ale boję się samolotów. Podczas ostatniej podróży brałem tabletki na sen. Co najśmieszniejsze, nie zmrużyłem oka!

Miodkiem nie jestem

Bardzo ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi – mówi dalej Maciek. -Generalnie irytują mnie ludzie, którzy się źle wysławiają. Nie poprawię obcego człowieka na ulicy, ale znajomych już tak. Oni zresztą też mnie poprawiają, bo przecież Miodkiem to ja nie jestem – śmieje się. Maciek ma psa Rufiego. To grzywacz chiński nagi. -Na spacerze wyglądamy jak Obeliks z Idefiksem – mówi. -To mój kumpel, pracujemy razem. Towarzyszy mi przy każdym tatuażu. Pocieszny z niego chłopak.

Mała gwiazdka duży stres

Maciek twierdzi, że najprostsze tatuaże są najtrudniejsze technicznie. – Ludzie wyobrażają sobie, że jak zrobię portret Marylin Monroe, czy Obcego to jest to mega trudne, ale tak nie jest. Najtrudniejszy tatuaż to mała prosta gwiazdka. Tu nie mogę nawet na sekundę się zawachać, wszysktie kreski muszą być równe. I choć zrobię to w dwie minuty, to ta gwiazdka kosztuje mnie wiele stresu! – mówi. I dodaje: – Najlepiej zrozumeć to w ten sposób: na kartce ciężko jest namalować gwiazdkę, by była idealnie prosta. Tu mamy skórę i tylko jedną szansę, bo tatuażu nie zetrzesz.
Czy jest coś na co zamieniłbym tatuaże? – zastanawia się na koniec. – Tatuaże zamieniłbym tylko na żużel! – odpowiada.

Autor: Katarzyna Zimnowodzka

  1. Ostatnio poznałam Maćka, bardzo miły i sympatyczny.
    Pokazywał mi pare swoich prac….super! jestem pod wrażeniem, jakie działa wychodzą z pod jego ręki;-))


  2. Za każdym razem kiedy widzę te zdjęcie na mej twarzy gości uśmiech ;) .


  3. Zdjęcie jest ekstra :) a piesek poprosu rozbraja, super pasuja do siebie. Ciekawe czy próbował kiedyś wytatuować podobiznę tego słodziaka? :p


  4. Świetny artykuł!, nie wiedziałam, ze Maciek oprocz tatuowania ma jeszcze wiele innych talentów. Od siebie musze dodac, ze jest to prawdziwy profesjonalista i bardzo mily czlowiek, a tatuaze, ktore robi poprostu ciesza oko. Sama mam juz 3 i na tym jeszcze nie koncze. Wlasnie o takich zdolnych a zarazem skromnych ludziach powninno sie pisac.


  5. Wporzo artykuł, tylko szkoda ze to zdjecie jest w takiej małej rozdzielczości, bo chetnie bym sobie je ustawil jako tapete:)
    A co do Macka – „dziaraj Panie dziaraj” :)
    Najlpeszy tatuazysta wsrod zuzlowcow i najlepszy zuzlowiec wsrod tatuazystow
    Pozdrex As


  6. Cały Maciek. Poznajesz go raz i od razu wiesz ze to kumpel na cale życie. Do zobaczyska na GP w Toruniu


  7. To profesjonalista w każdym wydaniu. Jego tatuaże są perfekcyjne. Widziałam na własne oczy jego dzieła. Życzę mu sukcesów w kolejnych projektach i kto wie, może kiedyś sama zdecyduję się na małe dzieło na swoim ciele, a wtedy wybór tatuażysty będzie oczywisty – tylko Maciek! Pozdrowienia z Torunia!


  8. Super artykuł. Bohater też w porządku ;) i ma wielki talent. Mam jego dzieło na sobie, i zastanawiam się nad drugim ;) Napewno nie będę żałować. Polecam innym. Pozdrawiam.


  9. Ja jestem też tą szczęściarą i posiadam tatuaż z ręki Maćka !!!
    Jeszcz raz dzięki- i nigdy nie żałowałam tej decyzji !!!
    Pozdrawiam


 

Napisz komentarz