Moje życie to ciągłe poszukiwanie


Wstaje wcześnie rano i biega dziesięć kilometrów plażą wzdłuż morza. Nie pije porannej kawy na rozbudzenie, bo ma w sobie tyle pozytywnej energii, że niejedna młoda osoba mogłaby tego pozazdrościć. Jej największą miłością jest wnuk. Mówi o nim „absolutny geniusz”.
Rąbka tajemnicy ze swojego życia, uchyla Urszula Wielochowska, Dyrektor Zarządzająca Krzywego Domku w Sopocie, Kobieta Sukcesu 2009 roku.

Kobieta Sukcesu?

Zdobyłam ten tytuł, ale to tylko tytuł. Fascynująca jest droga do wyznaczonego celu i satysfakcja z dobrze wykonanej pracy. Pani Urszula ostrożnie używa słowa „sukces”. –Życie każdego człowieka to wzloty i upadki, a na sukces składa się wiele czynników. Ważne jest też aby pojawić się w odpowiednim miejscu i czasie. Nie można również zapomnieć o ciężkiej pracy – mówi. I dodaje: -Kiedy rozpoczęłam pracę w Krzywym Domku nikt nie wierzył, że można cokolwiek zdziałać, bo było to smutne miejsce. Jednak moja determinacja i przekora sprawiły, że w chwili obecnej Domek tętni życiem. Nie zakładałam, że efekt końcowy będzie właśnie taki. Moje wizje kształtowały się wraz z rozwojem Krzywego Domku. Wydaje mi się, że znalazłam się właśnie tam, gdzie powinnam była się znaleźć. Cieszy mnie fakt, iż jest tu ciągle mnóstwo rzeczy do zrobienia.

Konsekwencji w dążeniu do celu, umiejętności przegrywania, a przede wszystkim godzenia się z tym, że zawsze może pojawić się jest ktoś lepszy, pani Urszula nauczyła się, gdy z rodzinnego Elbląga przyjechała do Gdańska na studia. -Gdy byłam bardzo młodą dziewczyną funkcjonował pogląd, iż kobieta powinna być dobrze wykształcona, ale nie koniecznie samodzielna. Dlatego, nie myślałam o przyszłości zawodowej, ważne było dla mnie zdobycie samego wykształcenia. Ciągle poszukiwałam, zresztą całe moje życie nazwałabym nieustannym poszukiwaniem – mówi.

Początkowo pani Urszula chciała zostać pianistką. Skończyła nawet szkołę muzyczną. Jednak po gościnnej wizycie na gdańskim AWF-ie, gdzie zobaczyła piękną instruktorkę pływania powiedziała sobie „też tak chcę”. Studia były jednym z czynników, które ukształtowały jej charkter. -To, że wybrałam AWF było ogromnym zaskoczeniem dla moich rodziców i znajomych. Pamiętam słowa mojego taty, który zapytał, czy może niewybrałabym chociaż astronomii? – śmieje się. -Moi rodzice nie kryli zdziwienia, ale zawsze dawali mi wolną rękę i pozwalali samodzielnie podejmować decyzje.
Instruktorką pływania została, ale nie uprawiała nigdy tego zawodu.

Największą Miłością Pani Urszuli jest jej dwuletni wnuk. – To najważniejszy mężczyzna w moim życiu. Mam do niego ogromną słabość, choć nie jestem babcią „przytulaską”. Jestem babcią funkcjonująca „od okazji do okazji”. Niedawno malował obrazek i włączył sobie muzykę poważną. To były „Cztery pory roku” Vivaldiego. Kiedy weszłam do jego pokoju leciała akurat część „Zima” więc powiedziałam: „Słuchasz Zimę?” Na co mój wnuk odpowiedział: „Nie babciu, to jest Vivaldi”.

Pani Urszula każdy dzień zaczyna od dziesięciokilometrowego biegu nad morzem. – To są momenty tylko dla mnie. Wtedy ładuję akumulatory – podkreśla -Jestem singielką – mówi dalej pani Urszula – ale to jest mój wybór. Jestem szczęśliwą kobietą, bo odnalazłam drogę w życiu, którą podążam. Każdy powinien znaleźć swoją ścieżkę. Czasem trzeba unieść ciężar porażki, ale nie wolno się poddawać. Nie udało się? Widocznie to nie ta droga, więc należy szukać innej i iść przed siebie. Sukces ma wiele imion i nie koniecznie musi być to Krzywy Domek. Trzeba starać się być dobrym człowiekiem, bowiem, prędzej czy później, los odpłaci nam za wszystkie nasze działania.

Autor: Katarzyna Zimnowodzka

  1. Pani Urszulo ogromne gratulacje, sukces od dwana był Pani pisany , uwielbiam rozmowy i pracę z Panią. Gratulacje dla Bartka- że dorobil się synusia – ale Pani nie wyobrazam sobie jako babci…
    Jak zwykle rewelacyjna figura …
    Gorące pozdrowienia ode mnie i Kaski Pozdrawiam i caluje


 

Napisz komentarz