Rozmowa z Izabelą Jaromiej – projektantką mody z Gdyni
Kiedyś poświęcała własne ubrania, by uszyć kreacje dla lalek. Dziś niewinna z pozoru pasja, przerodziła się w profesjonalizm. O zawodzie projektanta opowiada, Izabela Jaromiej – projektantka mody z Gdyni.
W swojej garderobie nie ogranicza się do posiadania jednego stylu ubrań. Jeśli chodzi w jeansach i podkoszulku, to do tego zestawu zawsze nakłada wysokie obcasy. – Tak ubrana czuję się równie kobieco jak w eleganckiej i wyszukanej kreacji – mówi. W jej szafie są stroje klasyczne, bo ceni w nich to, że dają poczucie pewności w każdej sytuacji. Jednak nie jest to kryterium w ubieraniu, dlatego, jak sama przyznaje ma ich niewiele. Najwięcej miejsca zajmują jej ulubione suknie, sukienki i sukieneczki. Oczywiście w pojedyńczych, niepowtarzalnych egzemplarzach. – Najbardziej lubię projektować właśnie sukienki oraz zestawy dające największe pole do własnych aranżacji – mówi Iza.
Izabela Jaromiej już jako kilkulatka szyła kreacje dla lalek. – Nieraz poświęcałam własne ubrania, bo dostępne w domu materiały mi nie wystarczały – śmieje się. – Potem zaczęłam szyć dla siebie. Gdy rodzice zauważyli moją pasję, kupili mi maszynę. Miałam wtedy 13 lat – opowiada. I dodaje: – Mój styl zaczął wyróżniać się od typowego dla moich równieśniczek. Nigdy nie lubiłam tego, co mają wszyscy. W liceum ciężko było o oryginalną rzecz, tym bardziej, że już wtedy lubiłam nosić sukienki. Czasem zdarzało się, że dorosłe kobiety pytały mnie, gdzie coś kupiłam. To było bardzo miłe, bo przecież wszystko szyłam sobie sama – śmieje się.
Inspiracją do tworzenia nowych kolekcji jest życie codzienne, otoczenie. -Muzyka, taniec ,filmy, wystawy, natura, ludzie, a zwłaszcza kobiety – to moje inspiracje. Projektując zastanawiam się w jakich okolicznościach kreacja będzie noszona, bo przecież ubranie to druga skóra – podkreśla. I dodaje: – Trudno jest określić czy w dzisiejszcyh czasach łatwo być projektantem. Myślę, że osoba, która w swojej pasji potrafi być elastyczna i otwarta oraz kocha piękno może zatrząsnąć światem mody. Jednak nie można zapomnieć, że do tego zawodu potrzebny jest alfabel cech. Począwszy od A jak artysta, skończywszy na Z jak zaangażowanie i zdolności (w kilku dziedzinach). A przecież jeden pokaz nie zwiastuje sukcesu. Bo po nim moda i tak rządzi się swoim życiem na zasadach odbiorców.
Najwiekszą radość sprawia Izie kupowanie materiałów. Uwielbia dobierać tkaniny do projektów. -To najprzyjemniejszy etap tworzenia. Oglądam materiał, a w głowie widzę już gotową kreację. Czasem kupuję jakiś spontanicznie, bo wiem, że zrobię z niego coś pięknego – śmieje się. Jednak praca projektanta to nie tylko same przyjemne chwile. Trudnym momentem są chwile zmęczenia. -Przemęczenie zabiera optymizm – mówi Iza. – Nie lubię także, gdy w pracy ogranicza mnie jakiś prozaiczny problem, którego nie mogę przeskoczyć, np. gdy w sobotę wieczorem zabraknie nici. Ale tak na poważnie, czasem realia są zbyt ciasne dla tworzenia.
Autor: Katarzyna Zimnowodzka



Data: Maj 18, 2010 o 22:44
Rany…przeciez to dramat jakis!!Przykro mi, ale nie trafia w moj gust
Data: Maj 24, 2010 o 13:18
Te sukienki nie są faktycznie za fajne….ale widziałam inne kreacje Pani Izy i są bardzo ładne. Może warto pokazac jeszcze inne zdjecia?
Data: Maj 24, 2010 o 19:29
Może nie dramat ale gusta są różne, moim zdaniem wiele kobiet byłoby zachwyconych moc zobaczyć ich więcej, może faktycznie przydałoby się wiecej fotek, aby nikt nie oceniał jej projeków pochopnie